Wczoraj spędziłem bardzo miłą noc z George’m - moim przyjacielem. Nie zrozumcie mnie źle, wcale nie jestem innej orientacji, piszę tutaj o George’u Ballantine :)
Dawno już nie sięgałem po jedną z whisky, które były jednymi z pierwszych w mojej przygodzie z tym trunkiem. Jakież było moje zdziwienie, gdy “zwykły” Ballantine’s Finest zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie. Byłem w lekkim szoku, z którego musiałem się przez chwilę pozbierać, aby ponownie zbliżyć szklankę do ust. Możliwość ponownego odkrywania tajemnic szkockich dębowych beczek była niesamowita. Wyczuwalne nuty owoców - gruszek, czy jabłek, coś niesamowitego.
Siedząc w fotelu czas przyjemnie upływał, aż stwierdziłem, że czas już położyć się spać i nabrać sił przed kolejnym dniem.
Tak właśnie minęła moja noc z Georege’m